Strefa Użytkownika

HISTORIA LEŚNICZÓWKI

Leśniczówka Grądówka w Gorzekałach, a właściwie za Gorzekałami, choć formalnie należąca do wsi, została zbudowana w latach 30 XX wieku. Budynek od początku został zaprojektowany jako leśniczówka i nieprzerwanie pełni swoją funkcję, najpierw pod nazwą Wolfsnest, następnie Wilcze Gniazdo, później Koźle, a obecnie Grądówka. Zarówno nazwa Koźle jak i Grądówka są starymi nazwami nieistniejących już osad leśnych w okolicy.

W Gorzekałach obecnie znajdują się w sumie trzy leśniczówki – oprócz leśnictwa Grądówka swoje siedziby mają tu leśnictwo Wilczy Las oraz leśnictwo łowieckie (osada Karczmisko, d. Wolfsheide). Wszystkie one, zbudowane przed wojną, były użytkowane jako budynki służbowe. Kolejny dom, pod numerem 5, był domem robotników leśnych. Wciąż jest zamieszkały. W pobliżu znajdowała się jeszcze jedna leśniczówka – Kosseln, czyli Koźle, położona w pobliżu Bemowa Piskiego, nad kanałem w lesie, w miejscu nazywanym jeszcze dziś „starą leśniczówką”.

Budynek leśnictwa Grądówka to charakterystyczny dla regionu typowy projekt osady leśnej z terenu Prus Wschodnich i Pomorza, reprezentujący styl architektury tzw. brandenbursko – holenderskiej, charakteryzującej się m.in. zewnętrznymi ścianami murowanymi w cegle licowej, fundamentami z kamienia polnego łupanego, dachu krytego dachówką ceramiczną oraz piecem chlebowym i wędzarnią umieszczonymi w piwnicy.

Leśniczówka pierwotnie położona była na skrzyżowaniu dróg. Jedna z nich, prowadziła do Wierzbin i dalej, przebiegając przez podwórko w osi północ – południe. Druga, w kierunku z zachodu na wschód, prowadziła z nieistniejącej dziś wsi Oszczywilki do siedziby ówczesnego nadleśnictwa Grądówka (dziś również nieistniejącej) i dalej do Klus. Nad jeziorem Kępno znajdowała się leśniczówka Seehof oraz niewiele ponad kilometr dalej osada pracowników leśnych, o której poniżej pisze Urlich Czichy w swoich wspomnieniach:

„Dziadek powiedział do babci: „Jutro pojedziemy do Rohmannów nad Kępno! Wujek Gustaw musiał wtedy przygotować mały powóz do drogi (nasmarować go i wypolerować niedzielną uprząż). Następnego dnia zaprzęgał dwa ciemnobrązowe, kozackie konie jeszcze z pierwszej wojny światowej (Hans i Greta) do wozu, i babcia z dziadkiem wyruszali w drogę, zabierając mnie jak zwykle ze sobą. Ta długa droga przez ciemny las była dla mnie zawsze ogromnym przeżyciem. Najpierw przejeżdżaliśmy obok leśniczówki Wolfsnest, gdzie często mogłem zobaczyć oswojonego rogacza, którego trzymał w ogrodzie ówczesny leśniczy. Pozostałe fragmenty drogi były mniej ciekawe. Od czasu do czasu wyskakiwał wypłoszony zając, czasami drogę przecinały nam sarny. Las krył w sobie wiele niespodzianek. (…). W pewnym momencie dochodził do nas zapach jeziora i z czasem stawał się on coraz intensywniejszy. (…) Ciocia i wujek, wraz z dziećmi, zawsze serdecznie nas witali. Następnie oporządzano konie i dopiero potem wchodziło się do domu. Dorośli mieli sobie zawsze dużo do powiedzenia, przede wszystkim ciocia i babcia, które były sobie bardzo bliskie. My, dzieci, nie potrafiliśmy długo wytrzymać, zew jeziora był silniejszy. Albo się kąpaliśmy, albo łowiliśmy ryby. Czasem szukaliśmy także kijanek, które chowały się pod płaskimi kamieniami w jeziorze lub pod łódkami rybaka Vogta, umocowanymi przy brzegu posesji. Ponieważ mogliśmy złowić jedynie małe ryby, byliśmy tolerowani z przymrużeniem oka przez rybaków. Nasze trofea przynosiliśmy cioci, która je smakowicie przygotowywała. Wieczorem znów wychodziliśmy nad jezioro, tym razem łowić raki. Te również były przygotowywane przez ciocię. (…) Po kolacji wyruszaliśmy w drogę powrotną do Oszczywilków. Przy odjeździe zmierzchało. Wkrótce zapadał zmrok, co jednak nie było takie straszne. Dziadek popuszczał konim cugle i same odnajdywały drogę do domu pomimo ciemności”.

[U. Czichy, Seehof, uzupełnienie dokumentacji Jezioro Otter Ernsta Zimmera.]

Dokumentacja Ernsta Zimmera sporządzona w roku 1937 dla leśniczówki Wolfsnest, dzisiejszej leśniczówki Grądówka, obejmuje nie tylko istniejące, ale również zaprojektowane budynki w osadzie. Dwa z nich nigdy nie powstały, trzy główne – leśniczówka, obora ze stajnią oraz stodoła, istnieją do dziś.

***

Nazwisko pierwszego leśniczego zajmującego leśniczówkę Wolfsnest nie jest znane. Został odwołany z urzędu (lub awansowany, nie wiadomo) ze względu na skrajne poglądy polityczne – podobno sadził drzewa w kształt swastyki. Postawił również Hitlerowi pomnik, który znajdował się pomiędzy leśniczówką, a główną drogą asfaltową do Wierzbin. Resztki pomnika znajdują się w lesie do dziś.

Drugim leśniczym był Walter Neumann, który objął leśnictwo w roku 1937. Pochodził z Gielądu (gm. Sorkwity), a jego żona, Marta, z Piecek. Zmobilizowany w 1939, na froncie wschodnim dostał się do niewoli rosyjskiej. Powrócił do Niemiec w latach 50. XX wieku, zmarł w 1974.

Poniżej fragment wspomnień Karin Matray z d. Neumann, córki leśniczego Neumanna, dotyczący rodzinnego domu:

Mój ojciec został mianowany leśniczym w leśnictwie Wolfsnest 1 maja 1937 roku. Leśnictwo należało do nadleśnictwa Grądówka (Grondowken). Moi rodzice, mój tata Walter Neumann i mama Marta Kompa, pobrali się w Pieckach w grudniu 1937 roku. Mój brat, Klaus, urodził się w styczniu 1939 roku i zmarł kilka dni później. Jego grób znajduje się na leśnym cmentarzu. Ja, Karin Neumann, urodziłam się 22 lutego 1940 roku, a moja siostra, Brigitte, 30 czerwca 1942.

Zdjęcia rodzinne

Zdjęcia z rodzinnego archiwum Karin Matray - ślubne zdjęcie rodziców zrobione w Pieckach. Zdjęcie bryczki i sań to dokumentacja spotkań rodzinnych. Na ostatnim zdjęciu leśniczy z kozłem sarny, zdjęcie zrobione prawdopodobnie w Ukcie, nazwisko leśniczego nieznane.

Mama bardzo lubiła życie na wsi i miała bardzo dużo pracy. Do leśniczówki należała również działka o powierzchni około 50 arów, znajdująca się obok, a także pole. Dwóch robotników ze wsi przychodziło pomagać w uprawie roli. Jeden z mieszkańców Gorzekał trzymał tu pszczoły. Miał około 13 uli.

16 lipca 1939 mój ojciec został wezwany na trwające sześć tygodni ćwiczenia wojskowe przy granicy z Polską. Mama pojechała zobaczyć się z nim pod koniec sierpnia w Drygałach, przed kościołem. Było tam wtedy również dużo innych kobiet z Gorzekał. To było pożegnanie – następnego dnia zaczęła się wojna.

W domu mama hodowała dużo drobiu – kury, kaczki, perliczki i pięć czy sześć krów. Mnie, jak większości dzieci, najbardziej podobały się kurczaczki. Pewnego dnia poszłam do kurnika i tak je mocno przytulałam, że niestety tego nie przeżyły. Mieliśmy również psy – Waldi, Trefl i inne. W domu położonym w lesie niemożliwe było mieszkanie bez psa.

Pewnego dnia przechodzący drogą rosyjski jeniec pochylił się nad kołyską mojej siostry stojącą na podwórku. Pies ostrzegł mamę, która nadbiegła krzycząc: „Iwan, co robisz?”. „Chciałem tylko zapytać o godzinę, a w domu też mam małe dziecko” – odparł. Mama dała mu papierosy i sznapsa. Podczas zbiorów rosyjscy jeńcy pomagali w gospodarstwach i na polach.

Pewnego dnia rosyjscy partyzanci zabili niedaleko całą rodzinę leśniczego. Od tego czasu mieszkał z nami niemiecki żołnierz, który był wcześniej ranny na froncie i przechodził rekonwalescencję, jednocześnie będąc naszą ochroną.

Od kiedy zaczęła się wojna, mama bardzo się bała w domu. W nocy czasami cieliły się krowy i musiała w nocy przejść przez podwórko. Dla nas, dzieci, krowy i dwa rosyjskie konie w gospodarstwie były wielką radością.

Dobrze pamiętam dwie rosyjskie dziewczyny, które z nami mieszkały. Mówiliśmy na nie „Wally” i „Maryśka”. Wala była z Grodna, Maryśka z Kijowa. Mam wrażenie, że nauczyłam się od nich trochę rosyjskiego. Moja mama bardzo lubiła Walę i ufała jej absolutnie. Pamiętam historię dotyczącą ciasta z masłem i miodem stojącego w korytarzu. Dziewczyny chciały spróbować kawałek tego ciasta, ale ja nie chciałam się podzielić.

Przez całą wojnę mama robiła masło, co było surowo zabronione. Trzeba było je chować przed wojskowymi. Żadna z Rosjanek nigdy mamy nie zdradziła. Przychodził do nas regularnie żandarm, który wypytywał mamę o nowiny. Tak naprawdę, przychodził szukać masła. Kuzyn mamy, który był pastorem w Orzyszu, przyjeżdżał na czasami rowerze. On jednak miał prawo do kawałka masła od mamy.

Rok 1944 kończył się tym, że front rosyjski zbliżał się coraz bardziej. Mama zabrała mnie i moją siostrę do dziadków, do Piecek. Nie chciała, aby nasze psy dostały się w ręce Rosjan i poprosiła kogoś z Gorzekał, żeby je zabił. Zaopatrzyła też z wielką starannością nasze krowy, zanim opuściła go na zawsze razem z Walą i Maryśką.

23 stycznia 1945 o godzinie 11 rano wyjechaliśmy wojskową ciężarówką z Piecek w kierunku Pomorza. Temperatura wynosiła minus 25 stopni.

Wala towarzyszyła mamie aż do Berlina. W Poczdamie zatrzymaliśmy się u znajomego ojca. Jego żona bardzo Wali nie lubiła, więc mama znalazła rodzinę niemieckiego oficera, która zgodziła się ją wziąć do siebie. Potem ślad po niej zaginął. Nazywała się Walentyna Gerasimowicz”.


***

Po wojnie leśniczymi w leśniczówce w Gorzekałach, nazywanej najpierw Wilcze Gniazdo, a później Koźle, byli: pp. Szypolewski (później, również jako leśniczy, pracował w Szymanach), pp. Wierciński (przeprowadził się do Orzysza), Maksymilian Stawski (ważna postać ruchu oporu na Pomorzu, mieszkał tu razem z siostrzeńcami), Feliks Rajkiewicz (leśniczy na Kępnie i Koźlu, od 1947, nie mieszkał w Gorzekałach), Bogdan Simiński (później leśniczy w leśniczówce Zamordeje, Nadl. Maskulińskie), Władysław Grabowski (wcześniej mieszkał na Zamordejach, potem w Drygałach), Krzysztof Nosek. (Kolejność nazwisk przed Władysławem Grabowskim nie jest do końca znana.)

***

W roku 2010 dla leśniczówki wykonana została ekspertyza mykologiczno-budowlana, stwierdzająca konieczność remontu osady. Opracował ją Piotr Kozarski z Centrum Informacyjnego Lasów Państwowych w Warszawie. Projekt zakładał odgrzybianie budynku oraz jego termomodernizację, której istotnym elementem było zachowanie ceglanej elewacji w pierwotnym kształcie. Remont wykonano z wykorzystaniem ocieplenia od wewnątrz za pomocą płyty klimatycznej stosowanej dla obiektów o znaczeniu historycznym. Dzięki temu udało się zachować krajobraz kulturowy okolicy, w której leśniczówka od prawie stu lat pełni nieprzerwanie swoją funkcję.

W roku 2005 leśniczówka została przyłączona do Szlaku Konnego Puszczy Augustowskiej i Mazur. Do niedawna był to najdłuższy w Polsce, liczący ponad 400 km nizinny szlak jeździecki. Prowadzi od leśniczówki Lipniak w Wigierskim Parku Narodowym przez nadleśnictwa Suwałki, Szczebra, Płaska, Augustów, Biebrzański Park Narodowy, nadleśnictwo Rajgród, nadleśnictwo Ełk, nadleśnictwo Drygały do nadleśnictwa Giżycko. Co roku rajdy konne z udziałem leśników docierają do leśniczówki Grądówka, będącej jedną ze stanic szlaku, a ostatnio również do kościoła w Gorzekałach.