Strefa Użytkownika

SĄD BOŻY ALBO NIESZCZĘŚLIWE PRZYPADKI

Sąd Boży albo nieszczęśliwe przypadki

 

Pewnego wieczoru 1902 roku w oberży w Oszczywilkach przebywali krawiec Bemba, cieśla Karl Maziul i jego brat, rzeźnik, Gottlieb Maziul. Bemba był dobrym rzemieślnikiem, ale urodził się z garbem. Wszyscy wiedzieli, że Karl bardzo lubił alkohol. O Gottliebie mówiono zaś, że uczciwości nie traktuje zbyt poważnie.

Prawdopodobnie za sprawą alkoholu, który rozwiązał im języki, bracia Maziul zaczęli dokuczać Bembie. Ten zaś bronił się, nie oszczędzając atakującym słów prawdy, które objęły również oberżystę. Rozeźlony oberżysta kazał braciom wyrzucić krawca za drzwi. Ci od razu przeszli do czynów, licząc na darmowe trunki w ramach rekompensaty.

W czasie przepychanki, Bemba chwycił się kamizelki Karla Maziula, żeby nie spaść ze schodów. Maziulowi posłużyło to za idealny pretekst do udania, że Bemba ukradł mu zegarek z kieszeni. Oskarżenie było kompletnie absurdalne, jako że Karl Maziul nigdy zegarka kieszonkowego nie posiadał.

Nie był to jednak koniec podłości. Oberżysta Böhm i Karl Maziul wnieśli do sądu skargę o zakłócenie porządku i kradzież zegarka. Gottlieb Maziul pełnił rolę świadka. Przed trybunałem wojskowym w Orzyszu odbył się proces, na którym wszyscy trzej potwierdzili swoje zeznania razem z jeszcze jednym podstawionym świadkiem. Krawiec Bemba został skazany i dodatkowo musiał jeszcze ponieść koszty procesu.

Bemba nie mógł znieść tej niesprawiedliwości. Bardzo cierpiał i poważnie zachorował. Pewnego dnia, czując, że koniec jest bliski, podniósł się z łóżka, podszedł do stołu, ukląkł i modlił się do Boga, aby Ten nie pozostawił bez kary niesprawiedliwości, która krawca spotkała. W czasie tej modlitwy prosił również Boga o opiekę nad swoją żoną, małym synkiem i nim samym. Świadkiem tej sceny był 9-letni chłopiec, Albert Fahrun, który codziennie, na prośbę swej matki, przynosił mleko biednej rodzinie Bembów. Niedługo potem krawiec zmarł i został pochowany w Nowy Rok.

Nie minęło wiele czasu, a Karl Maziul zachorował na puchlinę wodną i jeszcze przed Zielonymi Świątkami jego życie stało się straszne. Żona go opuściła, a Karl umarł.  Początkowo nikt nie chciał zająć się zmarłym. W końcu, w niedzielę Zielonych Świątek  jego kuzyn, Johann Fahrun, ojciec małego Alberta, zlitował się i razem z bratem włożyli Karla do trumny. Pogrzeb odbył się tego samego dnia i był to pogrzeb jaki urządzano najbiedniejszym.

W lipcu tego samego roku Gottlieb Maziul wyjechał wozem zaprzęgniętym w konia na pobliski teren poligonu w Orzyszu po drewno. Koń wrócił sam, razem z ładunkiem. Gottlieba znaleziono w nocy, na poligonie, martwego, z dużą raną w głowie.

Kilka miesięcy później, jesienią, oberżysta Böhm również spotkał swoje przeznaczenie – udławił się drobiem podczas południowego posiłku. Po jego śmierci oberżę prowadziła żona. Małżonkowie Böhm mieli jedynego syna, który był „wiecznym” studentem. Studiował tak długo, aż rodzinie skończyły się pieniądze, a wszystkie dobra i budynki, których wartość szacowano na 30 000 reichsmarek, zostały sprzedane na licytacji.

Dla pani Böhm nadeszły ciężkie czasy. Zamieszkała u swojej siostry, pani Werdermann, ale żyła tam w absolutnej biedzie.

Natomiast pani Bemba odnalazła po raz drugi szczęście małżeńskie – wyszła za wdowca, Augusta Müllera, mieszkańca tej samej wioski. Jego syn Franz po skończeniu szkoły znalazł pracę w tartaku, a w roku 1920 wraz z innymi młodymi wyjechał do Westfalii w poszukiwaniu innego życia.

To, o co w swoich ostatnich godzinach prosił krawiec Bemba, spełniło się co do joty. Z pewnością nie chciał takiego wymiaru zemsty.

 

Wydarzenia tu opisane miały miejsce naprawdę. Albert Fahrun, uczciwy mieszkaniec wioski, opisał je, aby przekazać swoim dzieciom i wnukom. Pana Fahruna znam osobiście. Czytelnik może swobodnie oceniać te zdarzenia jako sąd boski lub serię nieszczęśliwych przypadków. Dla chrześcijańskiego czytelnika nie ma wątpliwości, że to Sąd Boży, ja również za takie je uważam.

 

Urlich Czichy,

Burghausen, 27.11.2010 

/tłumaczenie z francuskiego na podstawie tekstu Karin Matray – Milka Jung/

Historia spisana przez Urlicha Czichego